RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘z życia wzięte.’

44. Odchudzanie na wesoło…

07 sie

Jeden problem mam z głowy i tak jak pisałam w  poprzednim poście zaprzyjaźniłam się ze starością.

Dzisiaj obcinałam róże  i pomyślałam, że chyba zrobię sobie właśnie takie dietetyczne sztućce jak na obrazku.

A teraz na wesoło mój wiersz o „cud diecie”.

Następny post będzie o malowaniu.

Dieta cud

Lustro… lustro powiedz przecie

kto jest najchudszy na świecie?

ale lustro aż zatkało

i mowę mu odebrało

rączką oczka zasłoniło

i ciemniutkie się zrobiło

lecz po chwili powiedziało:

dziewczę drogie

ja tu wcale nie zaprzeczę

czas pomyśleć o letniej diecie

tak nie może dalej być

musisz schudnąć, a nie tyć

bo figura ważna sprawa

od dziś kończy się zabawa

odstawiamy czekoladki

brzuszek będzie później gładki

zamiast mięska ful warzywek

musisz unikać używek

dużo wody, a nie winka

a będziesz super dziewczynka

troszkę więcej gimnastyki

też ci pewnie nie zaszkodzi

to są ważne diety triki

które chętnie stosują młodzi

co masz taką kwaśną minkę

i z trudem przełykasz ślinkę?

nie podoba ci się moja rada

musisz coś zrobić

bo waga sama nie spada.

czas się zabrać za odchudzanie

bo czasu mało zostanie…

Halina Berg

zdjęcie pochodzi z internetu

Skany

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii z życia wzięte.

 

41. Jeszcze nie czas na powroty…

22 lut

Tak bardzo chciałam napisać coś pozytywnego, ale nie potrafię.
Z każdego kąta wygląda niepewność jutra, strach… wściekłość, że się powoli poddaję, że tracę siłę walki… Przecież to nie ja… Gdzie ukryła się kobieta pełna optymizmu, wiary w siebie?
Kiedyś potrafiłam się pozbierać, teraz czekam nie wiadomo na co, a przecież nikt tego za mnie nie zrobi…
W głowie tyle nowych projektów, ale jak się zabrać za ich realizację?
Muszę… muszę… i jeszcze raz muszę. To wszystko co mogę powiedzieć dzisiaj, co powiem jutro, pojutrze… jest wielką niewiadomą.

Może zabiorę się znowu za malowanie świec gorącym woskiem…?

IMG_0766

IMG_0767

Milczenie…

Kiedy zamilknę na dłuższą chwilę
nie pytaj mnie dlaczego milczę,
pewnie mam powody do milczenia.
Kiedy zniknę z Twojego życia
nie myśl, że to Twoja wina
i nie szukaj mnie.
Tak będzie lepiej dla nas.
Jeżeli jesteś cierpliwy
poczekaj na mnie, zrozum mnie,
daj mi szansę na powrót
i szczerą rozmowę.
Życie jest pełne niespodzianek
i komplikacji
to wcale nie jest takie proste.
Czasami jednak wybiera się
do ponownego powrotu
drogę usłaną kolcami róż i mgłą.
Halina Berg

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii z życia wzięte.

 

40. Grypa to nie choroba, a jednak trzeba się jej bać…

31 sty

Moi Kochani przepraszam, że nie zostawiam śladu na Waszych blogach, ale siła wyższa…
Nadrobię zaległości, przyrzekam.
No miała być tylko zwykła grypa, ale wdały się „małe” komplikacje. Ostatnio mój organizm był i tak bardzo osłabiony przez leki, więc wypada mieć tylko nadzieję, że wszystko skończy się jak najszybciej i z pozytywnym rezultatem. W tej chwili nie mam na nic siły.
4 dni temu wstawiłam jeszcze na fb taki sobie wierszyk o grypie, myśląc sobie, że za chwilkę będzie po chorobie, a tu niespodzianka…

Przyszła grypa niekochana
rozgościła się od rana
do łóżka mnie zagoniła
i nie była wcale miła.

Leżeć grzecznie przykazała
nawet książkę mi podała
słuchać muszę, nie ma rady
z grypą nie pójdę w układy.

Więc tabletki, miód, cytrynka…
będę jak grzeczna dziewczynka
mąż obiadek ugotuje
a ja sobie popróżnuję.

Uciekam więc do łóżeczka
na laptopa jest kłódeczka
książka w rączki, okularki
i zmykam w krainę bajki.

Do usłyszenia.
Halina Berg.

Mój obraz – tusz na jedwabiu ( abstrakcja)

img790

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii z życia wzięte.

 

30. Rozmówki polsko-niemieckie i życzenia…

30 gru

Życzę Wam w Nowym Roku: zdrowia, samych radosnych chwil w życiu, pozytywnej energii do tworzenia, oraz spełnienia marzeń ukrytych gdzieś w głębi serca…

img775

Żeby nie kończyć Starego Roku ze smutkiem wstawiam notkę, która może zostawi maleńki uśmiech na Waszej twarzy. To autentyczna rozmowa z moją sąsiadką po naszej przeprowadzce na nowe miejsce.

Witam sąsiadko! Szczęśliwego Nowego Roku życzę!

- No niech tam będzie, ale do szczęścia to mi daleko.

A to niby czemu?

- Sąsiadka taka zdziwiona, jak by na innym świecie żyła.

Nauczyłam się nie narzekać. Ot i cała moja filozofia.

- A moja filozofia skończyła się w Starym Roku, bo w nowym to mi przyjdzie z głodu umrzeć.
Ceny prądu idą w górę, to albo umrzeć z zimna, albo zacząć kraść prąd.

Ależ sąsiadko, śmierć musicie wybrać, albo z głodu albo z zimna. Dwa razy umrzeć się nie da.
Nie wspomnę już o kosztach pogrzebu.

- Wiatraków mamy dosyć, tylko diabli wiedzą dlaczego te ceny prądu tak wariują?

A to już musi sąsiadka zapytać tych na górze np. Frau Merkel.

- Też sobie sąsiadka wymyśliła, jak by Ona nie miała nic innego do roboty.

Oj ma bidulka, ma. Ma przecież całą Europę na głowie.
Ależ sąsiadko, już od dawna nie trzeba płacić co kwartał 10 euro u lekarza, to więcej sąsiadce na lekarstwa zostaje.

- A sąsiadka to nie narzeka, bo wy we dwoje to zawsze łatwiej.

Tylko że my we dwoje żyjemy i we dwoje jeść musimy, a sąsiadka ma swoją emeryturę i tą po mężu, i to pewnie niemałą, bo nauczyciele nigdy nie narzekali, no może teraz.

- A sąsiadka też ma polską emeryturę, jak się nie mylę?

Tak mam, ale nie powiem ile, bo sąsiadka pęknie ze śmiechu.

- No to co w Polsce sąsiadka nie pracowała, czy co?
Pracowałam i to ciężko, a teraz to ja powinnam narzekać.

Cisza…

Co tak sąsiadkę zatkało? W Polsce ludzie muszą żyć za dużo mniejsze emerytury.

- I co, nie narzekają?

Nie narzekają , bo co im to da. Radzą sobie jak potrafią i dorabiają gdzie się da.

- No teraz to rozumiem, skąd tutaj u nas tyle Polaków chętnych do pracy.

Aha, znowu się sąsiadka czepia. Przecież pracują, a nie czekają na darmowe.
A tak z drugiej strony medalu, to co Wy byście robili bez tych Auslanderów?

- Jak to co? Żylibyśmy dużo lepiej.

Oj, bo tym razem to ja pęknę ze śmiechu. Widziała kiedyś sąsiadka Niemkę pracującą 24 godziny przy opiece ludzi starszych i to za takie psie pieniądze?
Albo Waszych rodaków przy zbiorze szparagów, winogron, truskawek …? Lista jest długa.
Nie wspomnę o dzieciach, bo z tym też jest kłopot i tylko Auslanderki nie boją się rodzić.

- Teraz to już sąsiadka pojechała z grubej rury.

No bo z cienkiej się nie da, jak człowieka diabli biorą. No i się wkurzyłam w Starym Roku.

Czas zakończyć dyskusję, bo rozpętamy jeszcze trzecią wojnę światową, a z sąsiadami trzeba dobrze żyć.

Auf Wiedersehen! Gutes Neues Jahr!
Do następnego razu. Dobrego Nowego Roku!

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii z życia wzięte.

 

28. Świąteczne życzenia…

17 gru

No cóż czasu do Świąt coraz mniej, pracy też nie ubywa jak się musi pracować na zwolnionych obrotach.
Dlatego już dzisiaj chcę Wam złożyć Świąteczne życzenia.

Życzę Wam szczęśliwych, kojących,
przeżytych w zgodzie ze światem i z sobą samym
pełnych życia i miłości
Świąt Bożego Narodzenia.
Niech nikt nie zasiądzie sam do wigilijnego stołu.

img552 (3)

Takie białe święta? Marzenie…

img652 (2)

Moja notka – opowiadanie Joanny.

Joanna wiedziała, że jutro zasiądzie sama do pięknie nakrytego Wigilijnego stołu .
Nie wyobrażała sobie takiej Wigilii i takich Świąt. Spędzić je w domu nie wychodząc nawet na spacer, bo może Jula jednak zadzwoni. Owszem miały problemy, kto ich dzisiaj nie ma. Po rozwodzie z mężem, który zostawił ją dla dużo młodszej, i twierdząc, że ich miłość już dawno się wypaliła, musiała jeszcze ciągle słuchać zarzutów od swojej 17- letniej córki. Zaczynało się zawsze gdy jej czegoś zabraniała.
- A tata to by pozwolił …
- Ty jesteś winna , że tata od nas odszedł…
- TY mi nie dajesz na nic…….
Pewnego dnia miała tego wszystkiego dosyć. Poszło jak zwykle o dyskotekę. 
Miała wrócić nie później jak o jedenastej, wróciła o trzeciej nad ranem, wtedy nerwy u Joanny wzięły górę.
- Jak ci tak źle u mnie, to zbieraj swoje rzeczy i marsz do tatusia – powiedziała i zaczęła pakować córce torbę.
Wzięła słuchawkę i zadzwoniła do byłego męża twierdząc, że najwyższy czas, aby też się zajął wychowaniem córki, bo ona ma już serdecznie dosyć.
Odebrało mu mowę – chciał jeszcze coś powiedzieć, jednak ona nie dała mu dojść do słowa.
- Jula będzie u ciebie za około pół godziny – czekaj na nią przed domem, bo trzeba zapłacić za taksówkę.
Jak rzekła tak zrobiła. Zadzwoniła po taksówkę i sprowadziła córkę na dół, pomagając nieść torby z ciuchami i książkami do szkoły.
Jej były mieszkał na drugim końcu miasta parę kroków od szkoły do której chodziła Jula.
Nie widziała więc problemu w tym, że córka będzie wagarowała. W końcu ma ojca i niech on jej teraz przypilnuje.
W dzisiejszych czasach 17- nastolatka to już nie małe dziecko.
Mijały dni, tygodnie, a telefon nie dzwonił. Od byłego męża wiedziała, że jemu też nie jest łatwo z córką.
Joanna zaczęła żałować, że tak postąpiła, ale przyrzekła sama sobie, że się nie ugnie i nie zadzwoni.
Minęły dwa miesiące i zbliżały się Święta Bożego Narodzenia.
Sama nie wie na co czekała? Może na cud?
Dziesięć minut przed osiemnastą , kiedy była już gotowa sama usiąść do Wigilijnego stołu, z zamyślenia wyrwał ją dzwonek domofonu. Nie spodziewała się nikogo, a szczególnie o tej porze.
- Kto tam?- zapytała.
- Mamo możesz otworzyć.
W drzwiach stała Jula z maleńkim prezencikiem w dłoniach.
- Mamo myślę, że zdążyłam na Wigilijną kolację?
- Zobacz Mamo na niebie widać pierwszą gwiazdę.
- Mamo jak możesz to wybacz, ja Ciebie tak bardzo kocham.
Rozmawiały  bardzo długo i nareszcie jak matka z córką. Wiedziały, że obie muszą wiele zmienić.
O powrocie do ojca nie było już mowy. Joanna nie pytała córki dlaczego?
Wiedziała teraz jedno, że to będą ich najpiękniejsze Święta od lat.

 
Komentarze (8)

Napisane w kategorii z życia wzięte.

 

22. Krytyka, nienawiść i co dalej…

09 gru

Już od dawna zastanawiałam się skąd w naszym społeczeństwie tyle nienawiści i zazdrości.
Myślę, że zazdrości ten, co nic nie robi aby mu było lepiej, tylko siedzi i czeka aż mu manna spadnie z nieba, a do tego zazdrości tym ludziom co coś robią, aby ich życie było lżejsze, piękniejsze…
Nienawidzą wszystkich wokoło, że coś potrafią, a oni nie. Jak mają coś potrafić, jak nawet nie próbują.
Objawy takiej krytyki i nienawiści dano mi poznać i poczuć jej smak.
Myślałam, że się z czasem i wiekiem można się na nią uodpornić. Pewnie można, ale gdzieś w naszej
podświadomości siedzi niepewność i zachwiana wiara we własne możliwości.
Czy tak musi być?

Kiedyś na fb skrytykowała mnie jedna pani, tylko dlatego, że nie mogła sobie wyobrazić tego, że jedna osoba potrafi malować, pisać, być kreatywna…

Odpowiedziałam jej takim oto wierszykiem.

Pewna pani na fb
co przyjacielem się zwała
zapragnęła troszkę sławy
w rolę krytyka wcielić się chciała.
Pod młotek jej krytyki
poszły moje obrazy
nazwala mnie beztalenciem
krytykowała wszystko co moje
z ogromnym zacięciem.
Lecz jednego nie wiedziała
że ta szara myszka mała
jej krytykę w nosie miała.
Doradziłam jej grzeczniutko
by sobie kupiła farby i pędzelki
i też pokazała światu
jaki to ma talent wielki.
Nie wiadomo jak i kiedy
pani ta z grona moich „przyjaciół”
cichcem zniknęła,
myśląc pewnie
że pogrąży mnie w żałobie
że jej krytyka mnie zmiecie
i nie zostawię, tak jak mi radziła
na fb śladu po sobie.

Ja kocham krytykę mądrą i zdrową
pisaną sercem, przemyślaną głową.

Kiedyś miałam już blog na Onecie, pisałam jako: niepokonana-ola.blog.onet.pl
Jednak kiedy stan mojego zdrowia pogorszył się drastycznie zlikwidowałam swój blog i bardzo żałuję,
że to zrobiłam. Było jeszcze kilka innych przyczyn, ale to pominę. Trzeba było przeczekać sytuację.
No cóż pochopne decyzje to jedna z ujemnych cech mojego charakteru.
Dano mi wtedy dobrze „popalić”.
Napisałam wtedy notkę, którą wstawiam tutaj w całości.

Do napisania tej notki skłoniły mnie listy jakie dostaję od „życzliwych”na moją pocztę w NAPISZ DO MNIE.
Zakładając bloga wiedziałam, że nie będzie łatwo i że trzeba się uodpornić na trolli, jednak komentowanie, a obrażanie to już duża różnica. Przytoczę treść jednego z listów, który otrzymałam.
Zaznaczam, że adresatem był człowiek co się mężczyzną zwał.

„Takie stare mohery jak ty powinny siedzieć w kościele, a nie pisać bloga”.

Czy ja mam się wstydzić tego, że w wieku 67 lat zaczęłam pisać bloga?
A kto zabrania pisać młodym ?

Wytykacie każdą kropkę , każdy przecinek. Ja czytam inne blogi dużo młodszych, też robią błędy, czasami jeszcze gorsze.
Czy my starsi według Was mamy już kupić sobie trumnę i zamówić mszę w kościele.
Już raz pisałam: skąd w ludziach tyle jadu?
Niejedna jadowita żmija nie może się pochwalić taką ilością.

Drugi list :”Takie babcie jak ty nie powinny zabierać głosu i to publicznie i nic ci do szukania
na Onecie. Zajmij się pieczeniem szarlotki, to będzie korzystniej.”

Macie odwagę piszcie w komentarzach, jednak tam boicie się nalotu innych i to na was, a tak to możecie obrażać tylko mnie.
Przyrzekam, że następnym razem takie listy zacytuję w całości w moich notkach łącznie z waszym mailem i nie będę miała żadnych skrupułów.
Tym razem będę jeszcze łaskawa.

Druga sprawa: przeszkadza Wam jak piszą ludzie chorzy, a nie daj Boże stoi na blogu o ich chorobie.
Pytam co to komu przeszkadza? Właśnie ci chorzy ludzie pomagają sobie w ich chorobie, dając dobre rady, wspomagając się duchowo…Czy to też grzech według Was?
Czy ja też mam się wstydzić, że przed 11 laty mając poważny wypadek samochodowy żyję, że przeszłam udar mózgu i trafiam w klawiaturę i jeszcze żyję?
Czy rodzice chorych dzieci też nie mają prawa pisać o tym co przechodzą i szukać rady i wsparcia wśród innych?
Czy nie wystarczy , że państwo ich zawiodło i sami muszą szukać pomocy dla swoich dzieciaczków?
Młodzi zastanówcie się troszkę i pomyślcie na kim wy się wyżywacie?
Kto Was urodził i wychował?
Kim byście byli bez tych waszym zdaniem „starych moherów i zramolałych starców”?
Na Waszych blogach jest też ogrom nienawiści do ludzi starszych.

Nie bronię wszystkich starszych, bo są ludzie i ludziska.
Wśród Was młodych jest tak dużo ludzi z charakterem , mądrych, wykształconych, ludzi chętnych do pomocy słabszym. Ludzi którzy jeszcze wiedzą co znaczą słowa – honor, życzliwość, lojalność i dobre wychowanie.
A takie właśnie pojedyncze jednostki szkodzą całej naszej młodzieży i ludziom młodym.
Teraz proszę, jeżeli przeczytacie moją notkę – zapraszam Was do otwartej dyskusji w komentarzach.

Na zakończenie wstawiam kilka zdjęć z mojej „ zabawy z PhotoSkape”

IMG_1180IMG_1842IMG_1138

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii z życia wzięte.

 

20. Nie łatwo być Aniołem…

03 gru

12049115_920655194647788_6401526972388525439_n
zdjęcie znalezione w internecie.

Są pewne sprawy w życiu, których rozwiązanie wymaga anielskiej cierpliwości, a o taką u mnie czasami trudno. Ja szykuję się do wyjazdu do moich Kochanych Dzieci i Wnuków, a Wam moi Czytelnicy życzę już dzisiaj mile spędzonego weekendu i anielskiej cierpliwości.

Moje rozmyślania przelane na papier.

Aniołem być w dzisiejszych czasach
to wcale niełatwe zdanie
trzeba ogarnąć przemoc i siłę
nienawiść, zazdrość i głupotę
potrzeba dobrej strategii
a nie walenia młotem.
Zacząć trzeba od polityków
którym chęć władzy rozum odebrała
nie widzą biedy, zagrożeń…
i nie obchodzi ich los narodu
dbają tylko o swoje stołki
nie czując własnego smrodu.
Naród też bez winy nie jest
bo po co te wszystkie niesnaski
wyzwiska, zazdrość i ta cała nienawiść
czy nie lepiej się jakoś po ludzku dogadać
a nie tylko na siebie napadać.
Świat nie idzie ku dobremu
wszyscy to od dawna wiemy
Anioł sam sobie z tym nie poradzi
jak my mu nie pomożemy.
Weźmiemy się więc za zmiany
zaczynając od siebie samego
a nie od zmian bliźniego.
Polityków przecież sami sobie wybieramy
a potem na nich narzekamy
może więc więcej rozwagi nam potrzeba
a nie wołania o pomstę do nieba.

Mój obraz – podwodna fantazja.
Akryl na płótnie.

img593

 
 

19. Dzisiaj o ciasteczkach…

02 gru

No cóż muszę się sama pochwalić, jestem pracowita jak mrówka.
Piekłam cały ubiegły tydzień ciasteczka tak zwane Schwäbische Guzle.
Recepty mam oryginalne z mojego poprzedniego miejsca zamieszkania.
Kilka lat mieszkałam w Szwabii czyli Baden-Württemberg.
Mam kilka swoich ulubionych recept, a moje ciasteczka bardzo lubią moje dzieci , wnuki, no i oczywiście mój mąż, który jest łasuchem.
Piekę je od wielu… lat, to już tradycja, ale w tym roku to zrobiłam rekordową ilość, wszystkie kartoniki i puszki były pełne.
Zgodnie z tradycją są to ciasteczka na czas Adwentu, ale my do dzieci jedziemy dopiero w piątek, więc jest małe opóźnienie w dostawie. Mam też inne rzeczy, które zrobiłam dla dzieci. Pochwalę się innym razem.
Dzisiaj rano, zaczęliśmy z mężem przepakowanie ciasteczek do puszek przeznaczonych dla dzieci.
Nie było innego wyjścia, jak wyłożenie wszystkich na rozłożony kuchenny stół.
I dopiero teraz zobaczyłam swój ogrom pracy, ale to sprawiło mi radość, że jeszcze mogę coś robić.
Nie zrozumcie mnie źle, ja nie piekę ciasteczek bo muszę, ja je piekę bo lubię.

IMG_0929
IMG_0931IMG_0932IMG_0933IMG_0949IMG_0950IMG_0940

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii z życia wzięte.

 

17. Historia, którą napisało życie…

29 lis

img437
Praca mojego Wnuka.

Historia, którą napisało życie.
Imiona i nazwy miast zostały zmienione dla dobra osób występujących w tej notce.

Dwa młode małżeństwa, czwórka przyjaciół na dobre i złe.
Poznali się na studiach. Po studiach dwa śluby w tym samym czasie.
Ania z Jurkiem wyjeżdżają do Krakowa, bo tam właśnie dostali propozycję ciekawej pracy.
Edyta z Markiem zostają w Poznaniu.
Jednak przyjaźń pokonuje różne przeszkody , aby trwać dalej. Telefony, e-maile i odwiedziny w ramach możliwości. Nie tak często się zdarza, że żony lubią przyjaciół męża i odwrotnie. Tutaj wszystko grało od samego początku.
Ania zachodzi w ciążę i na świat przychodzą bliźniaczki. Stają się oczkiem w głowie nie tylko rodziców, ale i ich przyjaciół, którzy zostają nawet rodzicami chrzestnymi dziewczynek.
Sielanka trwa nadal. Jednak Edyta z Markiem też coraz bardziej pragną dziecka.
Jak to się często mówi od samego chcenia nie zachodzi się w ciążę. Starają się coraz bardziej, przechodząc kolejne badania. Wyniki i szok. Normalne zapłodnienie nie wchodzi w rachubę.
Kolejne badania. Trzy podejścia do zapłodnienia metodą in vitro. Znowu szok. Lekarze stwierdzają, że problemy leżą po stronie Edyty.
Mijają kolejne lata. Edyta wpada w silną depresję.

Przyjaciele wyjeżdżają na wspólne wakacje. Wtedy wpadają na genialny pomysł.
To Ania urodzi im dziecko. Nic prostszego. Co znaczy jedna noc spędzona z przyjacielem dla dobra sprawy?
Jak postanowili tak zrobili. Edyta spędza z Markiem nie jedną, ale kilka nocy.
Zachodzi w ciąże. Wspólnie uzgadniają, że Ania zrobi wszystko, aby ciąża nie była zbyt widoczna, a Edyta będzie się przygotowywać do roli matki i to nie tylko pod względem widoczności ciąży.
Ania ma urodzić w domu, a znajoma położna odebrać poród i za dobrą zapłatą dziecko ma być zapisane jako dziecko Edyty i Marka.
Jednak Ania staje się coraz bardziej smutna i zamyślona.
Już wie, że nie będzie potrafiła rozstać się z tą malutką istotką, którą nosi pod sercem. Próbuje rozmawiać z mężem na ten temat, ale ten nie chce o niczym słyszeć i wiedzieć, bo według niego umowa jest umową. Basta!
Ania dzwoni do Edyty i Marka i powiadamia ich o swojej decyzji.
Ci nie chcą uwierzyć w jej słowa i jej postanowienie.
Czar przyjaźni gaśnie jak iskry w ognisku.
Zbliża się czas porodu i Ania zostaje sama, bo mąż wyprowadza się z ich wspólnego mieszkania.
Rodzi się śliczny chłopczyk. Teraz tylko oczko w głowie mamusi. Ona musi z tym żyć.
Następny problem, Marek wnosi sprawę do sądu o prawa rodzicielskie do dziecka.
Wygrywa, mimo że sprawa toczy się miesiącami. Płaci alimenty na dziecko, ale też ma prawo go widywać.

Ania zostaje sama z trójką dzieci i rozbitym małżeństwem. O przyjaźni już nie wspominam, bo tej już dawno nie ma. Takiej próby nie przetrwa żadna przyjaźń.
Dzisiaj zastanawia się dlaczego zgodziła się na tak głupią propozycję.
Przecież nie zrobiła tego dla pieniędzy.
Dlaczego zgodziła się zostać „surogatką” z wyboru. Dla przyjaźni?
Kocha synka tak samo jak córeczki.
Co powie synowi jak dorośnie?
Jak wytłumaczy mu tą całą sytuację?
Powiązana notka. http://zlepekblogowychklepek.blog.pl/8-nie-miec-dziecka-to-problem-tylko-czyj-problem/

 
Komentarze (14)

Napisane w kategorii z życia wzięte.

 

14. I jak tutaj nie kochać kotów…

23 lis

Dzisiaj mam już po dziurki w nosie dalszego robienia kartek, bo u mnie to nie jest kilka kartek, ale „cała fabryka”. Wkrótce pokażę zdjęcia mojej „kartkowej fabryki”.
Lubię takie zajęcie, ale po pewnym czasie trzeba dać sobie na luz i odpocząć, albo znaleźć sobie coś innego do roboty. Na brak zajęć na szczęście nie narzekam… Jak każda kobieta mam normalne domowe obowiązki, a dopiero później coś dla ducha.
Dzisiaj znowu dzień świeczkowy. Mam nowy pomysł, więc chcę go zrealizować, zanim się rozmyślę.
Najlepsze pomysły przychodzą nocą, jak mam problem ze spaniem.
A dzisiaj właśnie miałam, bo pół nocy śnił mi się kot, dobrze, że nie czarny, tylko taka ruda chudzinka, a ja przecież nie mam kota, bo mąż ma alergię.

Przypomniałam sobie o starej notce na temat kota mojej sąsiadki z poprzedniego miejsca zamieszkania.

img773

Moja sąsiadka pewnego razu przytargała do domu nie wiadomo skąd kotka.
Na zabiedzonego i chorego nie wyglądał. Umiał za to nieźle udawać psa. Najlepiej udawało mu się z warczeniem.
Nie można było więc przejść spokojnie po klatce schodowej, jak kotek sobie po niej spacerował.
Ja się go po prostu bałam, a moja sąsiadka na to: – nie bój się on nie gryzie.
Niektórzy właściciele psów też tak mówią, a efekty są często widoczne.

Sąsiadka łatwego życia nie miała. Mąż zaglądał coraz częściej do kieliszka, bo chłopinie się przecież coś od życia należało. Syn w poprawczaku za kradzieże. Jednym słowem bieda z nędzą.

Doszła więc do wniosku, że jej się też mała przyjemność należy i wzięła kota ze schroniska dla zwierząt. To była jej cała tajemnica.

Mężuś i kotek jednak nie pasowali do siebie. Warczeli za to na siebie z wielką przyjemnością.

Chłopina bronił się jak mógł, ale sam jeden przeciwko żonie i kotu nie dawał rady.
Miał do więc do wyboru: albo przychodzić trzeźwym do domu, albo nie wracać wcale.
Bywało różnie.
Twierdził, że kota otruje, jednak żonka pilnowała swojego ulubieńca jak oka w głowie.

Pewnego razu pijany mężuś postanowił dać nauczkę żonce i kotkowi. Rączki często same latały mu do bicia, więc i tym razem myślał, że problemu nie będzie.
Pomylił się jednak, podniósł rączkę do góry z zamiarem walnięcia żonki, a tutaj nie wiadomo skąd pojawił się kotek z ostrymi pazurkami. Rączka pana mężusia pozostała w górze, ale za to polała się krew, bo kotek pazurkami zaatakował mu twarz.
Mężuś na dodatek ze strachu, czy z obawy przed następnym atakiem padł na ziemię jak kłoda i zaczął krzyczeć na cały głos.
Ratunku!!!

Był wieczór, więc na klatce schodowej była cisza i wszyscy usłyszeli głośne wołanie o pomoc.
Zlecieli się sami mężczyźni. Przecież to takie normalne, bo jak krzyczała maltretowana żona to żaden z sąsiadów nie przyleciał z pomocą.
Jeden z nich zadzwonił po karetkę. Ubaw miało całe osiedle, a na widok pokrzywdzonego małżonka ludzie posyłali mu drwiące uśmieszki.

Kotek pokazał więc panu małżonkowi kto tutaj rządzi, a żona dała mężusiowi jeszcze jedną szansę pod jednym warunkiem. Miał skończyć z piciem, albo się wyprowadzić.
Wybrał to drugie, bo przecież jak mógł sobie odmówić ostatniej przyjemności, skoro i tak dobrze wiedział, że on z kotem nigdy się nie dogada.

I jak tutaj nie kochać kotów.

Mój następny dokończony obraz.
Technika mieszana – akryl i tusz.
img813

 
Komentarze (6)

Napisane w kategorii z życia wzięte.