RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Trudne tematy’

42. Powrót… sama w to nie wierzę.

26 lip

Na­tura dała nam dwo­je oczu, dwo­je uszu, ale tyl­ko je­den język po to, abyśmy więcej pat­rzy­li i słucha­li, niż mówili – Sokrates

Powroty są często trudniejsze od odejść. Odchodząc zdajemy sobie sprawę, że zamykamy za sobą wszystkie drzwi, że możemy stracić przyjaciół…, ale podświadomość podpowiada nam: przecież wrócisz, a prawdziwi przyjaciele będą na Ciebie czekać, a drzwi nie zamknęły się na zawsze, pozostaną lekko uchylone i też poczekają, abyś je znowu otworzyła.
Jednak Ty nie masz odwagi, aby je znowu otworzyć i wejść do Twojego życia na nowo.
Tyle rzeczy z zewnątrz wpływa na nasze decyzje, które nie zawsze do końca są prawidłowe, nie do końca przemyślane… Nie ważne ile mamy lat, przy podejmowanych decyzjach nie bierzemy pod uwagę naszego doświadczenia życiowego, ale widzimy tylko daną chwilę w naszym życiu, która nas przygniata i zmusza do poddania się.
Zaczynamy ukrywać przed światem siebie, udajemy kogoś kim wcale nie jesteśmy… i zadajemy sobie pytanie: po co do diabła to robimy? przecież wcale nie musimy tak postępować.
Wiemy już kim jesteśmy, zaczynamy wierzyć w siebie i swoje możliwości, a taka mała chwila powala nas
nokautem na ring…
Powiedziałam więc sama do siebie: weź się w garść kobieto, wyprostuj się i stań oko w oko z życiem i jego przeciwnościami.
Przecież tyle razy upadałaś, aby wstać ponownie, więc dlaczego nie teraz…, dla Ciebie to tylko jeszcze jedno doświadczenie życiowe, jeszcze jedno wyzwanie, jeszcze jedna przeszkoda do pokonania.
Masz zaprawę w boju, więc się nie poddawaj tylko walcz.
Owszem bywałam na fb, aby wreszcie zrozumieć, że to nie jest do końca to co chcę, żeby zrozumieć jaką drogą wreszcie pójdę… mimo upływającego czasu, jakie przeszkody pokonam, aby osiągnąć co chcę osiągnąć i dojść do miejsca, do którego od dawna podążam.
Dziękuję, że jednak nie wszyscy mnie opuścili…
Wybaczcie mi, ale nie mogę jednak na obecną chwilę z ręką na sercu powiedzieć: zostanę tutaj na długo. Dołożę wszelkich starań, aby tak się stało…
Znając życie od podszewki, nie składam przyrzeczeń…
Ach życie… Kocham Cię…

Jestem jak róża
róża której wiatr
zabrał kwiaty
róża której liście
także uleciały z wiatrem
róża której
zostały tylko korzenie
i nadzieja
że burza która nadejdzie
nie wyrwie ich z ziemi.
Być może róża zakwitnie
latem znowu
i jej kwiaty
nabiorą dawnego blasku
a ja moje życie
zacznę na nowo
z nadzieją na lepsze jutro.
Halina Berg
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Trudne tematy

 

39. Dziecko to nie magazyn części zamiennych…

26 sty

Pisałam już o tym na moim starym i usuniętym blogu.
Temat jest nadal aktualny, medycyna posuwa się do przodu, ale czy wszystko można przyjąć za doskonałość i ze wszystkim trzeba się godzić?

Ostatnio dużo się pisze i mówi na temat leczenia białaczki krwią pępowinową, często w przypadkach, gdy nie można znaleźć dawcy szpiku i nie tylko.

Na świecie (tj. USA, Europie Zachodniej, ale także w Polsce) wykonano już parę tysięcy przeszczepu krwi pępowinowej chorym na białaczkę.

Zalety tej metody są takie, że krew można pobrać po każdym porodzie bez szkody dla matki i dziecka,
a szpik kostny pobiera się igłą z biodra po znieczuleniu pacjenta.

Lekarze więc bardzo często radzą matkom których dziecko jest chore na białaczkę, aby urodziły drugie dziecko, które będzie właśnie „dawcą” takiej krwi.

Dobrze, jeżeli chore dziecko ma jeszcze czas i może czekać 9 miesięcy.

Zdarza się jednak, że pierwsze dziecko umiera, albo zgodność antygenowa między rodzeństwem nie jest w 100% taka, jaka być powinna i wtedy to drugie dziecko urodzone tylko jako dawca nie jest kochane.

Znam osobiście taki przypadek dziecka, które rodzi się trzy tygodnie po śmierci tego kochanego pierwszego i jest wychowywane, bo po prostu jest i trzeba go wychować.
Bez miłości, poświęconej mu uwagi…, jak gdyby było winne, że przyszło na świat za późno.

A co będzie jak to pierwsze dziecko przeżyje i będzie nawrót choroby?
Czy to drugie będzie musiało być znowu dawcą szpiku…? Znowu…i znowu…
Przecież to dziecko nie może być traktowane, jak magazyn części zamiennych. Nawet jak jest kochane, to czy musi być poświęcane dla brata, czy siostry?
Zastanawiam się, jak daleko można pójść w tym kierunku i gdzie jest granica ingerencji w cudzy organizm, w tym przypadku dziecka?
Ono przecież nie może powiedzieć – stop!
Ja nie chcę!
Ja nie pozwalam!
Jest niepełnoletnie i rodzice podejmują za niego takie właśnie decyzje.
Czy to właśnie dziecko nie zasługuje na podwójną dawkę miłości?
Czy lekarze idą w dobrym kierunku polecając i namawiając Rodziców na taką właśnie terapię.
Czy zastanawiają się jaki los czeka to drugie dziecko?
Czy liczy się tylko teraz i dziś?

Wszystkich zainteresowanych powyższym tematem polecam przeczytanie tej oto książki.
Zaznaczam, że to nie jest żadna reklama, tylko moje spostrzeżenie i moje osobiste zdanie.
Bez mojej zgody.

352x500

Anna została poczęta, by zostać dawczynią szpiku dla swojej siostry, Kate.
Nigdy nie kwestionowała tej roli, choć musi żyć tak, jakby była ciężko chora.
Ma dopiero trzynaście lat, a już przeszła niezliczone zabiegi operacyjne, by jej starsza siostra miała szansę wyleczyć się z białaczki.
Jak większość nastolatków, Anna zastanawia się, kim jest? Inaczej jednak niż przeciętna nastolatka ma poukładane życie, istnieje właściwie wyłącznie jako dopełnienie siostry.
Dlatego podejmuje decyzję, która zagrozi jej rodzinie i prawdopodobnie będzie mieć fatalne konsekwencje dla Kate.

Powieść Picoult stawia wiele ważnych pytań. Co to znaczy być dobrym rodzicem, dobrą siostrą, dobrym człowiekiem? Czy rzeczywiście można robić wszystko, by ratować życie jednego dziecka, kosztem drugiego? Czy należy podążać za głosem serca, czy raczej pozwolić kierować sobą innym?
W książce Judi Picoult znów podejmuje kontrowersyjny temat – i robi to z wdziękiem, mądrością i wrażliwością.

Jodi Picoult to bestsellerowa autorka „New York Timesa”, ceniona za przenikliwość psychologiczną i umiejętność wglądu w serca i umysły ludzkie. Tym razem opowiada historię rodziny dotkniętej nieszczęściem choroby dziecka.

W filmie nakręconym na podstawie tej książki są duże rozbieżności. Do mnie bardziej dociera wersja książkowa.

Jodi Picoult jest jedną z moich ulubionych autorek. Na moje 70-te Urodziny dostałam od moich dzieci ostanie 8 książek tej autorki. Mam więc wszystkie jej książki jakie do tej pory wydała.
Wkrótce napiszę notkę na temat przeszczepu organów i powołam się na jej następną książkę.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Trudne tematy

 

37. Rodzinne dylematy…

15 sty

Moja następna notka z cyklu „Trudne tematy”

Na pierwszy rzut oka normalna czteroosobowa rodzina. Dominująca matka, nie mający wiele do powiedzenia ojciec i dwóch synów.

Pierwszy syn, dziecko przypadku nie akceptowane przez matkę, wychowywane z musu, bo tak przystoi. Drugi syn przychodzi na świat po pięciu latach małżeństwa i staje się oczkiem w głowie mamusi.
Cały świat kręci się wokół młodszego syna. Ojciec na tyle na ile pozwala mu żona bierze udział w wychowaniu starszego syna, bo w sprawie wychowania młodszego, nie ma nic do powiedzenia.

Starszy cichy i zagubiony. Młodszy pewny siebie, odważny i przebojowy.
Starszy kończy tylko szkołę zawodową, bo na więcej nie ma pozwolenia matki która mówi „nie”, bo przecież szkoła kosztuje. Nie mając innego wyjścia znajduje pracę w warsztacie samochodowym i wyprowadza się na stancję. Z ojcem spotyka się na mieście albo u siebie. Z matką i bratem nie ma kontaktów. Wie tylko tyle ile przekazuje mu ojciec.
Młodszy po latach kończy studia, znajduje ciepłą posadkę, i też wyprowadza się z domu.
Robi karierę zawodową i poślubia dziewczynę z bogatego domu. Rodziców i brata nie zaprasza na ślub, bo jest mu wstyd, że pochodzi z tak biednej i prostej rodziny.

Starszy nie potrafi nawiązać relacji z kobietami, bo w jego podświadomości tkwi obraz dominującej matki i strach, że może trafić na taką samą kobietę jak jego matka bierze górę. Zostaje sam z wyboru.
Lata lecą, matka umiera nagle na zawał. Młodszy syn nie przyjeżdża na pogrzeb bo przebywa służbowo poza granicami kraju. Ojciec zaczyna też niedomagać i potrzebuje opieki. Starszy syn przeprowadza się do niego i opiekuje się nim, aż do jego śmierci. Powiadomiony o śmierci ojca młodszy brat, też nie przyjeżdża na pogrzeb.

Mija długich 10 lat. Bracia nie mają dalej żadnego kontaktu. Pewnego wieczoru młodszy brat nagle dzwoni i nie „owijając w bawełnę” ujawnia, dlaczego zadzwonił. Przedstawia swoją sytuację zdrowotną. Jest ciężko chory, nerki odmawiają mu posłuszeństwa. Potrzebny jest dawca nerki. Starszy brat zaniemówił, ale po chwili spytał: co ja mam z tym wspólnego?
Ty byłbyś najlepszym dawcą, bo jesteś z bliskiej rodziny, pada odpowiedź.
Teraz starszy brat stanął przed trudnym wyborem. Poprosił o kilka dni do namysłu.
Jednak już po dwóch dniach zadzwonił i powiedział swojemu młodszemu bratu, aby dawcy szukał gdzie indziej, bo on nim nie zostanie .
Dlaczego ? pyta młodszy brat.
Sam musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie, odpowiada starszy.
Dawcy nie znaleziono. Po dializach i dalszym leczeniu młodszy brat umiera, a starszy na pytanie, czy nie ma wyrzutów sumienia, odpowiada, nie mam żadnych, bo ja nigdy nie miałem brata.

Czy w normalnej rodzinie transplantacja organu ratującego życie drugiej osobie też byłaby tematem do dyskusji?
Może strach przed powikłaniami po takiej operacji i śmiercią wpływa na takie decyzje.
Dużo niewiadomych i pytań…

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii Trudne tematy

 

36. Majątek czy Rodzina… ?

12 sty

To jedna z moich starszych notek z cyklu- „Trudne tematy”

Notka powstała na podstawie e-maila napisanego do mnie przez „zrozpaczoną matkę”.
Przepraszam, ona była naprawdę zrozpaczona i uważała, że takie potraktowanie jej przez córkę i męża jest niesłuszne i ona sobie na to nie zasłużyła.

A więc od początku.

Grażyna ( imię zmienione ) wyjechała do pracy aby zarobić na lepsze życie dla rodziny. Dobrze trafiła i nie mogła narzekać. Wysyłała pieniądze dla męża, aby wyremontował mieszkanie, a teściowa miała się zająć opieką  nad wnuczką- dwunastolatką.
Dwa lata przeleciały bardzo szybko i wtedy, kiedy zaczęła myśleć o powrocie zdarzyło się coś, co wywróciło jej świat do góry nogami.
Umiera starsza pani, którą się opiekowała, a starszy pan proponuje jej, żeby została i zaopiekowała się nim.
On nie ma dzieci i w testamencie zapisze jej cały majątek, a trochę tego było.
Ona zachłysnęła się nowym życiem i bogactwem. Mogła sobie teraz pozwolić na luksus, którego nigdy nie znała. Do domu wysyłała listy i pieniądze już tylko sporadycznie.
Pisze, że przecież ona miała też prawo raz w życiu zaznać czegoś lepszego.
Używała więc życia i czerpała dobro całymi garściami.
Najpierw starszy pan towarzyszył jej wszędzie, a później to ona wynajęła opiekunkę do opieki nad nim i „korzystała z życia” już tylko sama.
Tak minęło 10 lat. Starszy pan umiera, a ona faktycznie dziedziczy po nim cały majątek. Szczęśliwa pisze więc list do męża i córki (dzisiaj już dorosłej młodej kobiety), że wraca i przywiezie kupę forsy, która zapewni im wszystkim dostatnie życie.

Mąż odpowiada, że owszem może wrócić, bo on w końcu chce rozwodu, a ona może za niego zapłacić, bo on nigdy nie miał pieniędzy na takie drobnostki.

Córka pisze, że nie chce jej znać i swoje pieniądze może sobie schować gdzieś.
Ona potrzebowała matki kiedyś, a teraz już jej nie potrzebuje. Najgorsze było ostatnie zdanie w liście córki: możesz sobie za swoją fortunę kupić młodego Gigolo i używać życia dalej, a później zapłacić komuś za opiekę nad tobą na stare lata.

Czy ja Olu zasłużyłam sobie na takie potraktowanie?
Zastanawiałam się dlaczego taki list wysłała do mnie?
Nie jestem psychologiem i nie udzielam porad.
Księdzem też nie jestem i nie udzielam rozgrzeszenia.
Może z racji wieku?
No to się pomyliła, bo pewnie nie takiej odpowiedzi oczekiwała, a raczej szukała wsparcia z mojej strony. Wysłałam jej moją odpowiedź i spytałam ją, czy mogę napisać notkę, a wtedy dowie się, co inni myślą na ten temat. Pozwoliła .
Ja jestem osobą starszą i nie toleruję lekkomyślności w podejmowaniu decyzji. Czego może oczekiwać kobieta, żona i matka po podjęciu takiej decyzji?
Chyba nie myślała, że mąż i córka przyjmą ją z otwartymi ramionami.
Każdy ma swój honor, a pieniądze nigdy nie zastąpią miłości.
To jest moje osobiste zdanie.

Zdjęcie przedstawia to co zmalowałam ostatnio, kiedy mój stan zdrowia pozostawiał wiele do życzenia.
Terapia-malowanie jak do tej pory się sprawdza. Lubię abstrakcje i ciągle szukam nowych metod.
Tutaj jest technika mieszana: akwarela, akryl i tusz.
img790

 
Komentarze (26)

Napisane w kategorii Trudne tematy

 

29. Ułożyć życie z gruzu…

27 gru

Święta… i po świętach.
Czas zabrać się za dalsze porządki na blogu. Dzisiaj moja stara notka usuniętego bloga na Onecie.
Będę je tutaj wstawiała, bo chcę mieć wszystko razem. Może ktoś ją jednak przeczyta…
Życzę Wam Kochani miłej niedzieli.

Irenka z Kazikiem od dwóch lat planowali jak spędzą swoje lata po przejściu na emeryturę.

Mogli godzinami rozmawiać o tym, jak wyremontują i urządzą swój drugi dom w Bieszczadach, który Irenka odziedziczyła po swoich rodzicach. Problemów spadkowych nie było, bo była jedynaczką.
Emerytury dostaną też bardzo dobre. Dzieci nie mają – nie żeby nie chcieli, ale tak jakoś wyszło. Pogodzili się z tym już dawno. Mogli więc teraz myśleć o nadrobieniu tego, czego tak bardzo pragnęli. Zwiedzić kawałek świata, częściej chodzić do kina , teatru, do ich ulubionej kawiarenki czy też na dobry obiad. Rozumieli się doskonale, więc ze spełnieniem marzeń nie będzie żadnego problemu- mawiała Irenka.

Dni przejścia na emeryturę zbliżały się nie ubłagalnie. Irenka promieniała na samą myśl, a Kazik stawał się coraz bardziej zamyślony i markotny. Urządzili bankiet pożegnalny dla swoich znajomych i zaczęli upragniony drugi rozdział ich wspólnego życia.

Ona pełna energii, która ją rozpierała zaczęła ponaglać na wyjścia z domu, bo ich rozmowy były też już nie takie same jak dawniej. Zdawkowe odpowiedzi na zadawane pytania i apatia w którą popadał Kazik zaczęły ją przerażać. Zadawała sama sobie pytania, co zaczyna się dziać z ich małżeństwem?

On tylko zbywał ją odpowiedzią, aby dała mu trochę więcej czasu, bo on nie potrafi tak szybko odnaleźć się w nowej sytuacji.

Pewnego wieczoru Kazik kupił butelkę dobrego wina i poprosił ją o rozmowę.
Tłumacząc jej, że w ich związku nic się nie zmieniło, ale on potrzebuje trochę czasu, aby pobyć sam ze sobą. Chce polecieć do Kanady, bo mam do załatwienia pewne prywatne sprawy.

Kazik często przebywał służbowo w Kanadzie, był zachwycony tym krajem i obiecał jej, że polecą tam razem. Teraz jednak zmienił zdanie i chce ostatni raz polecieć tam sam. Irence nie pozostało więc nic innego, jak powiedzieć tak. Przecież on ma do tego prawo i nie jest jej niewolnikiem.

Poleciał. Pierwsze telefony od niego nie wzbudzały u niej żadnych podejrzeń. Stawały się jednak coraz rzadsze i tak dziwnie oschłe. Zamilkły na jakiś czas, a w momencie kiedy ona dzwoniła – on nie odbierał. Wtedy Irence włączyły się czujniki.
Po dwóch miesiącach dostała od niego list.

Przeprasza, ale nie może postąpić inaczej. Ma w Kanadzie pięcioletnią córkę, której nie może tak po prostu zostawić. Kocha też jej matkę. Chciał i myślał, że załatwi to inaczej, niestety w momencie jak je zobaczył po dwóch latach, zrozumiał, że to one obie są jego życiem.

Właśnie w tym momencie życie Ireny rozsypało się jak domek z kart. Banalna historia jak z kiepskiego romansidła.

Przyleciał po trzech miesiącach, aby załatwić sprawę rozwodową i podział majątku. Irena nie płakała, nie prosiła aby został. Nie żądała żadnych wyjaśnień, bo chciała zachować swoją godność.
Tylko to jej zostało i myśl, że stoi tak czy tak na pozycji przegranej. Rozeszli się jak dobrzy przyjaciele.

Odprowadziła go na lotnisko i życzyła jemu szczęścia. On jej też.

Siedząc teraz sama w czterech ścianach ich domu (teraz jej domu), pyta samą siebie – jak i kiedy mogło dojść do takiego przełomu? Czy była aż tak ślepa ? Czy tylko nie chciała nic widzieć i nic wiedzieć?

Wie, że swoje życie musi zbudować na nowo. Kiedyś to nastąpi, ale kiedy?

Nie potrafi sama odpowiedzieć sobie na to pytanie.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Trudne tematy

 

26. Niespełnione ambicje…

14 gru

Julka dziecko rodziców, którzy nie mają żadnych ambicji wobec siebie samych, tylko wygórowane ambicje dotyczące ich jedynego dziecka. Od samego początku wiedzieli jakie będzie ich dziecko i od początku żałowali, że nie urodził się syn tylko córka.
– No cóż , taka była wola niebios powtarzał ojciec. Z dziewczyny też można zrobić bizneswoman. Matka była szczęśliwa, bo przynajmniej córka nie będzie siedzieć pod pantoflem u przyszłego męża jak zdobędzie dobry zawód.
Julka musiała więc ciężko pracować, aby sprostać wymaganiom tatusia.
W szkole musiała być prymuską, bo inaczej przecież być nie mogło.
Koleżanki tylko te, które akceptowali rodzice.
Ponieważ powodziło im się całkiem dobrze więc chcieli się pochwalić na co ich stać.
Przecież ich córka nie będzie zadawała się z biedotą.
Tak więc Julka ze swoimi przyjaciółkami od serca musiała spotykać się po kryjomu.

Julka zdała maturę z bardzo dobrym wynikiem i chciała iść na studia w wybranym przez siebie kierunku. Nic z tego, bo tatuś postanowił, że będzie studiowała zarządzanie albo informatykę i basta! To co chciała córka, było tak mało ważne, bo on najlepiej wiedział co jest dobre dla dziecka. Julka na przekór wszystkim powiedziała, że w takim razie nie będzie studiowała wcale , tylko idzie do pracy.
Chyba do zmywania garów cię przyjmą skwitował tatuś.

Taki właśnie mam zamiar, i to nie w Polsce, tylko jadę do Anglii pracować na zmywaku, bo od Was nic więcej nie chcę. Zaprosiła mnie moja dawna koleżanka, której wy nie mogliście ścierpieć.
Teraz mieszka w Londynie razem z rodzicami. Mam już nawet bilet, który kupili dla mnie jej rodzice .

Co za kara boska nas spotkała lamentował tatuś, a mama jak zwykle tylko przytakiwała.
Nie patrząc na nikogo i na nic, i nie słuchając lamentów mamy i wywodów tatusia Julka poleciała do Londynu.
Pomoc na początek miała, znajomość języka angielskiego też jej wystarczyła, więc nie było aż tak źle.
W ciągu trzech lat przeszła wszystkie szczeble zawodowe. Od zmywaka, sprzątaczki w prywatnych domach, kelnerki i sprzedawcy.
Pewnego razu przeczytała ogłoszenie, że potrzebują kogoś na recepcję w hotelu. Ze znajomością języka było już całkiem dobrze. Udało się i została przyjęta. Pracuje tam nadal, nie jest to szczytem jej marzeń, ale ma święty spokój i nie jest już tylko odbiciem w lustrze, nareszcie jest sobą.

Mieszka sama. Mama była u niej już dwa razy i jest szczęśliwa, że jej dziecku nie dzieje się krzywda. Na odwiedzinach ojca wcale Julce nie zależy, bo i po co?
Dla niego jest tylko wyrodną córką.

Żeby nie było nudno, to pokażę Wam moją „fabrykę” kartek. Mam ich dużo… więcej, ale zdjęcia zajmują dużo miejsca, więc muszę ograniczać ich wstawianie.
Zdjęcia nie są też najlepszej jakości…
IMG_0887
IMG_0884

 
Komentarze (16)

Napisane w kategorii Trudne tematy

 

24. Niewinność to obce słowa.

11 gru

Ponieważ nie mam zamiaru zakładania w przyszłości znowu nowego bloga przenoszę tutaj moje wszystkie notki z poprzednich blogów, żeby były w jednym miejscu. Dlatego mój blog nazwałam ” zlepek blogowych klepek”
Oto jedna z moich notek, temat ciągle aktualny.

Opowiadanie Natalii matki 16-letniej córki.

W piątek czułam się bardzo źle i poprosiłam szefa aby mnie zwolnił wcześniej, bo chciałam iść do lekarza. Musiałam jeszcze podjechać do domu aby zabrać ostatnie wyniki badań.
Otworzyłam drzwi mieszkania i oczom nie wierzyłam. Moja córka była już w domu, a lekcje miała skończyć dopiero za dwie godziny. Z jej pokoju dobiegał głośny śmiech.
Aha! Nie jest więc sama. Podeszłam cichutko pod drzwi jej pokoju. Jej dwie koleżanki, za którymi ja nie przepadałam też były na wagarach.
Zainteresował mnie jednak temat o jakim rozmawiały. Wiem, że przekroczyłam granic prywatności, bo podsłuchiwać nie powinnam. Jednak to jest moje dziecko i chcę wiedzieć w jakim towarzystwie się obraca. Tematem rozmowy były ogłoszenia na temat: sprzedam dziewictwo, albo cnotę jak kto woli.
Nie wierzyłam własnym uszom. Przecież to dopiero nastolatki wchodzące małymi kroczkami w dorosłe życie. Nagle usłyszałam wypowiedź mojej córki: ja też tak zrobię, bo przynajmniej można skasować niezłą forsę, a nie oddać za friko jakiemuś dupkowi.
Odeszłam, bo nie chciałam słuchać dalej. To co usłyszałam wystarczyło mi w zupełności.
Po powrocie od lekarza moja córcia była w pokoju całkiem sama. Spytałam więc jak było w szkole i czy miała wszystkie lekcje?
Wszystko o key, też dopiero wróciłam. Nie miała więc zielonego pojęcia, że byłam w domu i jeszcze na dodatek kłamie jak najęta. Nie wytrzymałam i powiedziałam, że słyszałam ich rozmowę, bo musiałam przyjechać do domu.
Nawet się nie zaczerwieniła, tylko wypaliła; a ty co nigdy nie chodziłaś na wagary?
- Mamo na jakim ty świecie żyjesz, to żadna nowość, młode dziewczyny kasują forsę za coś co i tak się dzisiaj nie liczy.
Moja dalsza dyskusja nie miała sensu. Postanowiłam najpierw porozmawiać z mężem po jego powrocie z pracy.
Przecież nie byłam matką ze średniowiecza, przygotowywałam ją do dorosłego życia.
Zawsze z mężem mieliśmy dla niej czas i mogła pytać o wszystko. Dostawała zawsze konkretną odpowiedź. Wydawało się,że miała do nas zaufanie.
Czy jej nowe koleżanki miały na nią aż taki wpływ?
Boże my z Markiem też mieliśmy po 20 lat i w naszych żyłach płynęła krew, a nie woda. Czekaliśmy z seksem do ślubu i nigdy tego nie żałowaliśmy. Wręcz przeciwnie byliśmy dumni, że tak postanowiliśmy. Nigdy nie zawiedliśmy się na sobie.
Jola nie wyszła ze swojego pokoju aż do kolacji. Po wyjaśnieniu Markowi o co chodzi, sprawdziliśmy dane na ten temat w internecie i o zgrozo, ale tam od takich ogłoszeń kupna i sprzedaży cnoty aż się roi. Ceny konkretne też są.
Wieczorna rozmowa z córką była długa i nie należała do łatwych, ale myślę, że przyniesie rezultaty i nasze dziecko nie popełni takiego błędu, jak inne młode dziewczyny.

Skoro matka nastolatki poprosiła mnie abym napisała notkę na ten temat, więc sama przejrzałam niektóre ogłoszenia w podanych przez nią linkach i natknęłam się na takie wpisy ;
włoska modelka chce sprzedać cnotę za 1 000 000 euro.
Studentce oferują panowie już 50 000.
Latem cnota kosztuje mniej, bo dziewczyny potrzebują pieniędzy na wakacje…itd.
Ogłoszenia dają już 14,15-latki. To tylko mini przykłady…

Jedno jest pewne, tam gdzie jest popyt jest i sprzedaż. Jak tak dalej pójdzie cnota będzie towarem deficytowym, bo eksportowym już jest. Nieważne gdzie będzie sprzedana, czy kto ją kupi.
Liczy się tylko za ile? Więc może zacząć ją sprzedawać w karatach jak diamenty, albo w akcjach jako lokatę kapitału.
Czy dzisiaj w życiu nie ma już żadnych zahamowań, żadnych moralnych wartości?
Czy liczy się tylko kasa?

Tulipany dla Was. Malowane gorącym woskiem- Encausic Wax Painting.

img425 (4)

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Trudne tematy