RSS
 

14. I jak tutaj nie kochać kotów…

23 lis

Dzisiaj mam już po dziurki w nosie dalszego robienia kartek, bo u mnie to nie jest kilka kartek, ale „cała fabryka”. Wkrótce pokażę zdjęcia mojej „kartkowej fabryki”.
Lubię takie zajęcie, ale po pewnym czasie trzeba dać sobie na luz i odpocząć, albo znaleźć sobie coś innego do roboty. Na brak zajęć na szczęście nie narzekam… Jak każda kobieta mam normalne domowe obowiązki, a dopiero później coś dla ducha.
Dzisiaj znowu dzień świeczkowy. Mam nowy pomysł, więc chcę go zrealizować, zanim się rozmyślę.
Najlepsze pomysły przychodzą nocą, jak mam problem ze spaniem.
A dzisiaj właśnie miałam, bo pół nocy śnił mi się kot, dobrze, że nie czarny, tylko taka ruda chudzinka, a ja przecież nie mam kota, bo mąż ma alergię.

Przypomniałam sobie o starej notce na temat kota mojej sąsiadki z poprzedniego miejsca zamieszkania.

img773

Moja sąsiadka pewnego razu przytargała do domu nie wiadomo skąd kotka.
Na zabiedzonego i chorego nie wyglądał. Umiał za to nieźle udawać psa. Najlepiej udawało mu się z warczeniem.
Nie można było więc przejść spokojnie po klatce schodowej, jak kotek sobie po niej spacerował.
Ja się go po prostu bałam, a moja sąsiadka na to: – nie bój się on nie gryzie.
Niektórzy właściciele psów też tak mówią, a efekty są często widoczne.

Sąsiadka łatwego życia nie miała. Mąż zaglądał coraz częściej do kieliszka, bo chłopinie się przecież coś od życia należało. Syn w poprawczaku za kradzieże. Jednym słowem bieda z nędzą.

Doszła więc do wniosku, że jej się też mała przyjemność należy i wzięła kota ze schroniska dla zwierząt. To była jej cała tajemnica.

Mężuś i kotek jednak nie pasowali do siebie. Warczeli za to na siebie z wielką przyjemnością.

Chłopina bronił się jak mógł, ale sam jeden przeciwko żonie i kotu nie dawał rady.
Miał do więc do wyboru: albo przychodzić trzeźwym do domu, albo nie wracać wcale.
Bywało różnie.
Twierdził, że kota otruje, jednak żonka pilnowała swojego ulubieńca jak oka w głowie.

Pewnego razu pijany mężuś postanowił dać nauczkę żonce i kotkowi. Rączki często same latały mu do bicia, więc i tym razem myślał, że problemu nie będzie.
Pomylił się jednak, podniósł rączkę do góry z zamiarem walnięcia żonki, a tutaj nie wiadomo skąd pojawił się kotek z ostrymi pazurkami. Rączka pana mężusia pozostała w górze, ale za to polała się krew, bo kotek pazurkami zaatakował mu twarz.
Mężuś na dodatek ze strachu, czy z obawy przed następnym atakiem padł na ziemię jak kłoda i zaczął krzyczeć na cały głos.
Ratunku!!!

Był wieczór, więc na klatce schodowej była cisza i wszyscy usłyszeli głośne wołanie o pomoc.
Zlecieli się sami mężczyźni. Przecież to takie normalne, bo jak krzyczała maltretowana żona to żaden z sąsiadów nie przyleciał z pomocą.
Jeden z nich zadzwonił po karetkę. Ubaw miało całe osiedle, a na widok pokrzywdzonego małżonka ludzie posyłali mu drwiące uśmieszki.

Kotek pokazał więc panu małżonkowi kto tutaj rządzi, a żona dała mężusiowi jeszcze jedną szansę pod jednym warunkiem. Miał skończyć z piciem, albo się wyprowadzić.
Wybrał to drugie, bo przecież jak mógł sobie odmówić ostatniej przyjemności, skoro i tak dobrze wiedział, że on z kotem nigdy się nie dogada.

I jak tutaj nie kochać kotów.

Mój następny dokończony obraz.
Technika mieszana – akryl i tusz.
img813

 
Komentarze (6)

Napisane przez w kategorii z życia wzięte.

 

Tags: , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Antoneta

    23 listopada 2015 o 12:12

    Podobała mi się ta historia z kotem. ja kocham kotki ale z daleka. Wolę pieski.

    Miłego dnia Olu :)

     
    • ~Ola.

      24 listopada 2015 o 10:35

      Ja też się czasami boję kotów, a takiego do obrony nie potrzebuję. Psa miałam, ale też już nie chcę.
      Pozdrawiam cieplutko.

       
  2. ~Ula

    23 listopada 2015 o 13:47

    Obraz piękny,
    a historia z kotem – przednia.

    Miłego dnia Olu :-)

     
    • ~Ola.

      24 listopada 2015 o 10:38

      Ula dziękuję… Ja czasami lubię eksperymenty z mieszaniem tego co mam pod ręką, wychodzą często dość ciekawe rzeczy.
      Miłego dnia Ula :)

       
  3. ~Roberta

    24 listopada 2015 o 08:30

    Świetna historia. Każda kobieta, której mąż bywa damskim bokserem powinna mieć przy sobie kota obrońcę, chociaż może lepiej od razu pozbyć się agresywnego mężczyzny, a przytulić można się do kotka. Pozdrawiam :)

     
    • ~Ola.

      24 listopada 2015 o 10:40

      Roberto myślę, że lepiej się pozbyć agresywnego męża, a nie czekać na obronę kota.
      Miłego dnia :)