RSS
 

45. Moje malowanie…

10 sie

Kiedyś pisałam o moim  hobby i mojej ulubionej metodzie malowania, czyli o Enkaustyce

Kliknij tutaj  - moje malowanie

Ta metoda  malowania jest jednak bardzo droga, w chwili obecnej muszę odłożyć ten rodzaj malowania na boczne tory… aż  do odwołania.

Potrzeba jednak jest matką wynalazków, żeby nie wyjść z wprawy wynalazłam dla siebie coś podobnego tyle, że aż tak bardzo nie jestem zachwycona. Wracam też do akwareli, ta  metoda malowania daje wiele możliwości i jest o wiele tańsza.

Moje obrazy malowane ciekłym woskiem,  próba wzlotów i upadków.

Co Wy na to.

001 (2)

002

006

007

A tutaj tusz i akwarela

img443

 
Komentarze (18)

Napisane w kategorii Moje hobby

 

44. Odchudzanie na wesoło…

07 sie

Jeden problem mam z głowy i tak jak pisałam w  poprzednim poście zaprzyjaźniłam się ze starością.

Dzisiaj obcinałam róże  i pomyślałam, że chyba zrobię sobie właśnie takie dietetyczne sztućce jak na obrazku.

A teraz na wesoło mój wiersz o „cud diecie”.

Następny post będzie o malowaniu.

Dieta cud

Lustro… lustro powiedz przecie

kto jest najchudszy na świecie?

ale lustro aż zatkało

i mowę mu odebrało

rączką oczka zasłoniło

i ciemniutkie się zrobiło

lecz po chwili powiedziało:

dziewczę drogie

ja tu wcale nie zaprzeczę

czas pomyśleć o letniej diecie

tak nie może dalej być

musisz schudnąć, a nie tyć

bo figura ważna sprawa

od dziś kończy się zabawa

odstawiamy czekoladki

brzuszek będzie później gładki

zamiast mięska ful warzywek

musisz unikać używek

dużo wody, a nie winka

a będziesz super dziewczynka

troszkę więcej gimnastyki

też ci pewnie nie zaszkodzi

to są ważne diety triki

które chętnie stosują młodzi

co masz taką kwaśną minkę

i z trudem przełykasz ślinkę?

nie podoba ci się moja rada

musisz coś zrobić

bo waga sama nie spada.

czas się zabrać za odchudzanie

bo czasu mało zostanie…

Halina Berg

zdjęcie pochodzi z internetu

Skany

 
Komentarze (9)

Napisane w kategorii z życia wzięte.

 

43. Oswoić starość…

31 lip

Jeden problem mam z głowy, a z innymi też się uporam.

Mój wiersz z kategorii Przemyślenia.

STAROŚĆ.

Starość nie radość
tak mówi wiele
lecz ja i starość
to przyjaciele

że w krzyżu strzyka
pamięć zawodzi
takie problemy
mają też młodzi
że latka lecą
za szybko trochę
trzeba coś robić
by mieć radochę
w chałupie siedzieć
toć nie wypada
lepiej na randkę
zwabić sąsiada

o tym co inni
mówią o tobie
będziesz myślała
jak będziesz w grobie
życie jest jedno
trza się nim cieszyć
i by go przeżyć
trzeba się śpieszyć

co życie dziś nam daje
trzeba brać garściami
by nie żałować
że wszystko za nami
lepiej jest myśleć
o tym co będzie
bo od myślenia
latek nie ubędzie

rób wszystko co zakazane
i co jest warte grzechu
bo teraz musisz robić
wszystko w pośpiechu
zakazany owoc lepiej smakuje
i lepiej go spożyć
zanim się zepsuje.
Halina Berg
zdjęcie użytkownika NO MASZ

13315519_1127149540661229_2322190690694020619_n
 
 

42. Powrót… sama w to nie wierzę.

26 lip

Na­tura dała nam dwo­je oczu, dwo­je uszu, ale tyl­ko je­den język po to, abyśmy więcej pat­rzy­li i słucha­li, niż mówili – Sokrates

Powroty są często trudniejsze od odejść. Odchodząc zdajemy sobie sprawę, że zamykamy za sobą wszystkie drzwi, że możemy stracić przyjaciół…, ale podświadomość podpowiada nam: przecież wrócisz, a prawdziwi przyjaciele będą na Ciebie czekać, a drzwi nie zamknęły się na zawsze, pozostaną lekko uchylone i też poczekają, abyś je znowu otworzyła.
Jednak Ty nie masz odwagi, aby je znowu otworzyć i wejść do Twojego życia na nowo.
Tyle rzeczy z zewnątrz wpływa na nasze decyzje, które nie zawsze do końca są prawidłowe, nie do końca przemyślane… Nie ważne ile mamy lat, przy podejmowanych decyzjach nie bierzemy pod uwagę naszego doświadczenia życiowego, ale widzimy tylko daną chwilę w naszym życiu, która nas przygniata i zmusza do poddania się.
Zaczynamy ukrywać przed światem siebie, udajemy kogoś kim wcale nie jesteśmy… i zadajemy sobie pytanie: po co do diabła to robimy? przecież wcale nie musimy tak postępować.
Wiemy już kim jesteśmy, zaczynamy wierzyć w siebie i swoje możliwości, a taka mała chwila powala nas
nokautem na ring…
Powiedziałam więc sama do siebie: weź się w garść kobieto, wyprostuj się i stań oko w oko z życiem i jego przeciwnościami.
Przecież tyle razy upadałaś, aby wstać ponownie, więc dlaczego nie teraz…, dla Ciebie to tylko jeszcze jedno doświadczenie życiowe, jeszcze jedno wyzwanie, jeszcze jedna przeszkoda do pokonania.
Masz zaprawę w boju, więc się nie poddawaj tylko walcz.
Owszem bywałam na fb, aby wreszcie zrozumieć, że to nie jest do końca to co chcę, żeby zrozumieć jaką drogą wreszcie pójdę… mimo upływającego czasu, jakie przeszkody pokonam, aby osiągnąć co chcę osiągnąć i dojść do miejsca, do którego od dawna podążam.
Dziękuję, że jednak nie wszyscy mnie opuścili…
Wybaczcie mi, ale nie mogę jednak na obecną chwilę z ręką na sercu powiedzieć: zostanę tutaj na długo. Dołożę wszelkich starań, aby tak się stało…
Znając życie od podszewki, nie składam przyrzeczeń…
Ach życie… Kocham Cię…

Jestem jak róża
róża której wiatr
zabrał kwiaty
róża której liście
także uleciały z wiatrem
róża której
zostały tylko korzenie
i nadzieja
że burza która nadejdzie
nie wyrwie ich z ziemi.
Być może róża zakwitnie
latem znowu
i jej kwiaty
nabiorą dawnego blasku
a ja moje życie
zacznę na nowo
z nadzieją na lepsze jutro.
Halina Berg
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.

 
Komentarze (13)

Napisane w kategorii Trudne tematy

 

41. Jeszcze nie czas na powroty…

22 lut

Tak bardzo chciałam napisać coś pozytywnego, ale nie potrafię.
Z każdego kąta wygląda niepewność jutra, strach… wściekłość, że się powoli poddaję, że tracę siłę walki… Przecież to nie ja… Gdzie ukryła się kobieta pełna optymizmu, wiary w siebie?
Kiedyś potrafiłam się pozbierać, teraz czekam nie wiadomo na co, a przecież nikt tego za mnie nie zrobi…
W głowie tyle nowych projektów, ale jak się zabrać za ich realizację?
Muszę… muszę… i jeszcze raz muszę. To wszystko co mogę powiedzieć dzisiaj, co powiem jutro, pojutrze… jest wielką niewiadomą.

Może zabiorę się znowu za malowanie świec gorącym woskiem…?

IMG_0766

IMG_0767

Milczenie…

Kiedy zamilknę na dłuższą chwilę
nie pytaj mnie dlaczego milczę,
pewnie mam powody do milczenia.
Kiedy zniknę z Twojego życia
nie myśl, że to Twoja wina
i nie szukaj mnie.
Tak będzie lepiej dla nas.
Jeżeli jesteś cierpliwy
poczekaj na mnie, zrozum mnie,
daj mi szansę na powrót
i szczerą rozmowę.
Życie jest pełne niespodzianek
i komplikacji
to wcale nie jest takie proste.
Czasami jednak wybiera się
do ponownego powrotu
drogę usłaną kolcami róż i mgłą.
Halina Berg

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.

 
Komentarze (11)

Napisane w kategorii z życia wzięte.

 

40. Grypa to nie choroba, a jednak trzeba się jej bać…

31 sty

Moi Kochani przepraszam, że nie zostawiam śladu na Waszych blogach, ale siła wyższa…
Nadrobię zaległości, przyrzekam.
No miała być tylko zwykła grypa, ale wdały się „małe” komplikacje. Ostatnio mój organizm był i tak bardzo osłabiony przez leki, więc wypada mieć tylko nadzieję, że wszystko skończy się jak najszybciej i z pozytywnym rezultatem. W tej chwili nie mam na nic siły.
4 dni temu wstawiłam jeszcze na fb taki sobie wierszyk o grypie, myśląc sobie, że za chwilkę będzie po chorobie, a tu niespodzianka…

Przyszła grypa niekochana
rozgościła się od rana
do łóżka mnie zagoniła
i nie była wcale miła.

Leżeć grzecznie przykazała
nawet książkę mi podała
słuchać muszę, nie ma rady
z grypą nie pójdę w układy.

Więc tabletki, miód, cytrynka…
będę jak grzeczna dziewczynka
mąż obiadek ugotuje
a ja sobie popróżnuję.

Uciekam więc do łóżeczka
na laptopa jest kłódeczka
książka w rączki, okularki
i zmykam w krainę bajki.

Do usłyszenia.
Halina Berg.

Mój obraz – tusz na jedwabiu ( abstrakcja)

img790

 
Komentarze (10)

Napisane w kategorii z życia wzięte.

 

39. Dziecko to nie magazyn części zamiennych…

26 sty

Pisałam już o tym na moim starym i usuniętym blogu.
Temat jest nadal aktualny, medycyna posuwa się do przodu, ale czy wszystko można przyjąć za doskonałość i ze wszystkim trzeba się godzić?

Ostatnio dużo się pisze i mówi na temat leczenia białaczki krwią pępowinową, często w przypadkach, gdy nie można znaleźć dawcy szpiku i nie tylko.

Na świecie (tj. USA, Europie Zachodniej, ale także w Polsce) wykonano już parę tysięcy przeszczepu krwi pępowinowej chorym na białaczkę.

Zalety tej metody są takie, że krew można pobrać po każdym porodzie bez szkody dla matki i dziecka,
a szpik kostny pobiera się igłą z biodra po znieczuleniu pacjenta.

Lekarze więc bardzo często radzą matkom których dziecko jest chore na białaczkę, aby urodziły drugie dziecko, które będzie właśnie „dawcą” takiej krwi.

Dobrze, jeżeli chore dziecko ma jeszcze czas i może czekać 9 miesięcy.

Zdarza się jednak, że pierwsze dziecko umiera, albo zgodność antygenowa między rodzeństwem nie jest w 100% taka, jaka być powinna i wtedy to drugie dziecko urodzone tylko jako dawca nie jest kochane.

Znam osobiście taki przypadek dziecka, które rodzi się trzy tygodnie po śmierci tego kochanego pierwszego i jest wychowywane, bo po prostu jest i trzeba go wychować.
Bez miłości, poświęconej mu uwagi…, jak gdyby było winne, że przyszło na świat za późno.

A co będzie jak to pierwsze dziecko przeżyje i będzie nawrót choroby?
Czy to drugie będzie musiało być znowu dawcą szpiku…? Znowu…i znowu…
Przecież to dziecko nie może być traktowane, jak magazyn części zamiennych. Nawet jak jest kochane, to czy musi być poświęcane dla brata, czy siostry?
Zastanawiam się, jak daleko można pójść w tym kierunku i gdzie jest granica ingerencji w cudzy organizm, w tym przypadku dziecka?
Ono przecież nie może powiedzieć – stop!
Ja nie chcę!
Ja nie pozwalam!
Jest niepełnoletnie i rodzice podejmują za niego takie właśnie decyzje.
Czy to właśnie dziecko nie zasługuje na podwójną dawkę miłości?
Czy lekarze idą w dobrym kierunku polecając i namawiając Rodziców na taką właśnie terapię.
Czy zastanawiają się jaki los czeka to drugie dziecko?
Czy liczy się tylko teraz i dziś?

Wszystkich zainteresowanych powyższym tematem polecam przeczytanie tej oto książki.
Zaznaczam, że to nie jest żadna reklama, tylko moje spostrzeżenie i moje osobiste zdanie.
Bez mojej zgody.

352x500

Anna została poczęta, by zostać dawczynią szpiku dla swojej siostry, Kate.
Nigdy nie kwestionowała tej roli, choć musi żyć tak, jakby była ciężko chora.
Ma dopiero trzynaście lat, a już przeszła niezliczone zabiegi operacyjne, by jej starsza siostra miała szansę wyleczyć się z białaczki.
Jak większość nastolatków, Anna zastanawia się, kim jest? Inaczej jednak niż przeciętna nastolatka ma poukładane życie, istnieje właściwie wyłącznie jako dopełnienie siostry.
Dlatego podejmuje decyzję, która zagrozi jej rodzinie i prawdopodobnie będzie mieć fatalne konsekwencje dla Kate.

Powieść Picoult stawia wiele ważnych pytań. Co to znaczy być dobrym rodzicem, dobrą siostrą, dobrym człowiekiem? Czy rzeczywiście można robić wszystko, by ratować życie jednego dziecka, kosztem drugiego? Czy należy podążać za głosem serca, czy raczej pozwolić kierować sobą innym?
W książce Judi Picoult znów podejmuje kontrowersyjny temat – i robi to z wdziękiem, mądrością i wrażliwością.

Jodi Picoult to bestsellerowa autorka „New York Timesa”, ceniona za przenikliwość psychologiczną i umiejętność wglądu w serca i umysły ludzkie. Tym razem opowiada historię rodziny dotkniętej nieszczęściem choroby dziecka.

W filmie nakręconym na podstawie tej książki są duże rozbieżności. Do mnie bardziej dociera wersja książkowa.

Jodi Picoult jest jedną z moich ulubionych autorek. Na moje 70-te Urodziny dostałam od moich dzieci ostanie 8 książek tej autorki. Mam więc wszystkie jej książki jakie do tej pory wydała.
Wkrótce napiszę notkę na temat przeszczepu organów i powołam się na jej następną książkę.

Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.

 
Komentarze (12)

Napisane w kategorii Trudne tematy

 

38. Wspomnienia i odbicie w lustrze…

19 sty

Ostatnio znowu dostałam przysłowiowego”kopniaka”od życia… Próbuję się pozbierać, stawić czoła codzienności, nie zawsze jest tak łatwo jak nam się wydaje.
Pozdrawiam Was serdecznie.

Lustra-6

Kim jest ta dziewczyna
z rozbitego lustra
wspomnieniem z dawnych lat
wiosny powiewem
promykiem słońca
odrobiną szczęścia
złudnym wspomnieniem?

Ona nie zna jeszcze
burz i wiatrów
trosk dnia codziennego
bólu i cierpienia
przemijającego czasu
nie liczy minut i lat
na jej twarzy
gości uśmiech.

To wszystko już było
uleciało z czasem
zostały wspomnienia
w rozbitym lustrze
które jest odbiciem
jej duszy i tęsknoty
za tym co minęło.
Halina Berg

 

37. Rodzinne dylematy…

15 sty

Moja następna notka z cyklu „Trudne tematy”

Na pierwszy rzut oka normalna czteroosobowa rodzina. Dominująca matka, nie mający wiele do powiedzenia ojciec i dwóch synów.

Pierwszy syn, dziecko przypadku nie akceptowane przez matkę, wychowywane z musu, bo tak przystoi. Drugi syn przychodzi na świat po pięciu latach małżeństwa i staje się oczkiem w głowie mamusi.
Cały świat kręci się wokół młodszego syna. Ojciec na tyle na ile pozwala mu żona bierze udział w wychowaniu starszego syna, bo w sprawie wychowania młodszego, nie ma nic do powiedzenia.

Starszy cichy i zagubiony. Młodszy pewny siebie, odważny i przebojowy.
Starszy kończy tylko szkołę zawodową, bo na więcej nie ma pozwolenia matki która mówi „nie”, bo przecież szkoła kosztuje. Nie mając innego wyjścia znajduje pracę w warsztacie samochodowym i wyprowadza się na stancję. Z ojcem spotyka się na mieście albo u siebie. Z matką i bratem nie ma kontaktów. Wie tylko tyle ile przekazuje mu ojciec.
Młodszy po latach kończy studia, znajduje ciepłą posadkę, i też wyprowadza się z domu.
Robi karierę zawodową i poślubia dziewczynę z bogatego domu. Rodziców i brata nie zaprasza na ślub, bo jest mu wstyd, że pochodzi z tak biednej i prostej rodziny.

Starszy nie potrafi nawiązać relacji z kobietami, bo w jego podświadomości tkwi obraz dominującej matki i strach, że może trafić na taką samą kobietę jak jego matka bierze górę. Zostaje sam z wyboru.
Lata lecą, matka umiera nagle na zawał. Młodszy syn nie przyjeżdża na pogrzeb bo przebywa służbowo poza granicami kraju. Ojciec zaczyna też niedomagać i potrzebuje opieki. Starszy syn przeprowadza się do niego i opiekuje się nim, aż do jego śmierci. Powiadomiony o śmierci ojca młodszy brat, też nie przyjeżdża na pogrzeb.

Mija długich 10 lat. Bracia nie mają dalej żadnego kontaktu. Pewnego wieczoru młodszy brat nagle dzwoni i nie „owijając w bawełnę” ujawnia, dlaczego zadzwonił. Przedstawia swoją sytuację zdrowotną. Jest ciężko chory, nerki odmawiają mu posłuszeństwa. Potrzebny jest dawca nerki. Starszy brat zaniemówił, ale po chwili spytał: co ja mam z tym wspólnego?
Ty byłbyś najlepszym dawcą, bo jesteś z bliskiej rodziny, pada odpowiedź.
Teraz starszy brat stanął przed trudnym wyborem. Poprosił o kilka dni do namysłu.
Jednak już po dwóch dniach zadzwonił i powiedział swojemu młodszemu bratu, aby dawcy szukał gdzie indziej, bo on nim nie zostanie .
Dlaczego ? pyta młodszy brat.
Sam musisz sobie odpowiedzieć na to pytanie, odpowiada starszy.
Dawcy nie znaleziono. Po dializach i dalszym leczeniu młodszy brat umiera, a starszy na pytanie, czy nie ma wyrzutów sumienia, odpowiada, nie mam żadnych, bo ja nigdy nie miałem brata.

Czy w normalnej rodzinie transplantacja organu ratującego życie drugiej osobie też byłaby tematem do dyskusji?
Może strach przed powikłaniami po takiej operacji i śmiercią wpływa na takie decyzje.
Dużo niewiadomych i pytań…

 
Komentarze (23)

Napisane w kategorii Trudne tematy

 

36. Majątek czy Rodzina… ?

12 sty

To jedna z moich starszych notek z cyklu- „Trudne tematy”

Notka powstała na podstawie e-maila napisanego do mnie przez „zrozpaczoną matkę”.
Przepraszam, ona była naprawdę zrozpaczona i uważała, że takie potraktowanie jej przez córkę i męża jest niesłuszne i ona sobie na to nie zasłużyła.

A więc od początku.

Grażyna ( imię zmienione ) wyjechała do pracy aby zarobić na lepsze życie dla rodziny. Dobrze trafiła i nie mogła narzekać. Wysyłała pieniądze dla męża, aby wyremontował mieszkanie, a teściowa miała się zająć opieką  nad wnuczką- dwunastolatką.
Dwa lata przeleciały bardzo szybko i wtedy, kiedy zaczęła myśleć o powrocie zdarzyło się coś, co wywróciło jej świat do góry nogami.
Umiera starsza pani, którą się opiekowała, a starszy pan proponuje jej, żeby została i zaopiekowała się nim.
On nie ma dzieci i w testamencie zapisze jej cały majątek, a trochę tego było.
Ona zachłysnęła się nowym życiem i bogactwem. Mogła sobie teraz pozwolić na luksus, którego nigdy nie znała. Do domu wysyłała listy i pieniądze już tylko sporadycznie.
Pisze, że przecież ona miała też prawo raz w życiu zaznać czegoś lepszego.
Używała więc życia i czerpała dobro całymi garściami.
Najpierw starszy pan towarzyszył jej wszędzie, a później to ona wynajęła opiekunkę do opieki nad nim i „korzystała z życia” już tylko sama.
Tak minęło 10 lat. Starszy pan umiera, a ona faktycznie dziedziczy po nim cały majątek. Szczęśliwa pisze więc list do męża i córki (dzisiaj już dorosłej młodej kobiety), że wraca i przywiezie kupę forsy, która zapewni im wszystkim dostatnie życie.

Mąż odpowiada, że owszem może wrócić, bo on w końcu chce rozwodu, a ona może za niego zapłacić, bo on nigdy nie miał pieniędzy na takie drobnostki.

Córka pisze, że nie chce jej znać i swoje pieniądze może sobie schować gdzieś.
Ona potrzebowała matki kiedyś, a teraz już jej nie potrzebuje. Najgorsze było ostatnie zdanie w liście córki: możesz sobie za swoją fortunę kupić młodego Gigolo i używać życia dalej, a później zapłacić komuś za opiekę nad tobą na stare lata.

Czy ja Olu zasłużyłam sobie na takie potraktowanie?
Zastanawiałam się dlaczego taki list wysłała do mnie?
Nie jestem psychologiem i nie udzielam porad.
Księdzem też nie jestem i nie udzielam rozgrzeszenia.
Może z racji wieku?
No to się pomyliła, bo pewnie nie takiej odpowiedzi oczekiwała, a raczej szukała wsparcia z mojej strony. Wysłałam jej moją odpowiedź i spytałam ją, czy mogę napisać notkę, a wtedy dowie się, co inni myślą na ten temat. Pozwoliła .
Ja jestem osobą starszą i nie toleruję lekkomyślności w podejmowaniu decyzji. Czego może oczekiwać kobieta, żona i matka po podjęciu takiej decyzji?
Chyba nie myślała, że mąż i córka przyjmą ją z otwartymi ramionami.
Każdy ma swój honor, a pieniądze nigdy nie zastąpią miłości.
To jest moje osobiste zdanie.

Zdjęcie przedstawia to co zmalowałam ostatnio, kiedy mój stan zdrowia pozostawiał wiele do życzenia.
Terapia-malowanie jak do tej pory się sprawdza. Lubię abstrakcje i ciągle szukam nowych metod.
Tutaj jest technika mieszana: akwarela, akryl i tusz.
img790

 
Komentarze (26)

Napisane w kategorii Trudne tematy